Halina Krüger-Syrokomska postać barwna i nietuzinkowa. Autorka Anna Kamińska postanowiła (i dzięki jej za to!) przybliżyć nam historię tej wybitnej himalaistki. Od czego zacząć opowieść o tej niezwykłej postaci, której życie usiane było przygodami? Najlepiej od początku, a już od narodzin życie Haliny było niezwykłe. Szczęśliwym przypadkiem mała Halusia ocalała podczas bombardowania Warszawy i została adoptowana przez swoją dalszą ciotkę i jej męża, którzy byli wspaniałymi ludźmi ofiarującymi dziecku całą swoją miłość.
Polecam zapoznanie się z życiorysem tej wybitnej himalaistki, historyczki sztuki, prekursorski kobiecego alpinizmu, matki, członkini partii, partnerki od liny Wandy Rutkiewicz w jednej osobie. Była to kobieta wrażliwa i rodzinna, która klęła jak szewc, paliła fajkę i znikała z domu na całe miesiące w góry, które - chyba nie trzeba o tym przypominać - były jej wielką pasją.
Jednak Halina nigdy nie stawiała ich na pierwszym miejscu (w odróżnieniu od Wandy, która parła na przód - a raczej do góry - mimo wszystko) mawiała:
"Góry? To ważne jak cholera, ale oprócz tego jest też inne życie"
oraz
"Nie żyje się dla gór, tylko dla życia".
A jak nikt inny potrafiła czerpać z życia pełnymi garściami! Oj rozrywkowa była z niej kobieta, taka do tańca i różańca! Taka która i wódeczki się z Tobą napije, poratuje w niedoli, kopnie w tyłek jak trzeba będzie. Z książki jawi się nam obraz uczciwej i godnej zaufania osoby. Praktycznie żadnych kontrowersji związanych z Haliną - z wyjątkiem członkostwa w partii. Troszeczkę brakowało mi tu przeciwwagi dla wyidealizowanej postaci, ale może przesadzam...? Może w istocie Krüger-Syrokomską wszelkie waśnie, scysje i konflikty omijały? Analizując jej życiorys i styl bycia jest to mało prawdopodobne, ale takich historii w tej biografii nie znajdziemy...
Hala - jak podpisywała się himalaistka w korespondencji z rodziną - była osobą pełną pasji i miłości do gór. Jako pierwsza Europejka stanęła na szczycie Gaszerbrum II (8035 m n.p.m. w 1957r.), tak, tak! To właśnie Halina jako pierwsza wraz z Anną Okopińską zdobyły ten szczyt. To właśnie jej upór, konsekwencja w działaniu i serce włożone w rozwój kobiecego alpinizmu przetarły drogę wielu wybitnym himalaistkom. Jednak stale pozostaje w cieniu Rutkiewicz. Mimo to właśnie z Wandą związała się liną. Powiedzieć, że ich relacja była trudna, to jak nic nie powiedzieć. Były zupełnymi przeciwieństwami, jak ogień i woda. Jak więc doszło do tego, iż jako pierwsze kobiety wspólnie pokonały 1600-metrowy słynny filar Trollryggen w
Norwegii (1968r.) i w późniejszych latach wiązały się liną? Powód jest prozaiczny. W tamtych czasach nie miały sobie równych. I tylko wspólnie mogły realizować swoje cele, niby zbieżne a jednak tak różne (Halina - rozwój kobiecego alpinizmu, Wanda - podobnie aczkolwiek z sobą w roli głównej).
I pozostaje pewien smutek, niedosyt i gdybanie... co by było gdyby w latach siedemdziesiątych XX wieku nie odmawiano Halinie przez kilka lat paszportu? Jakby wtedy potoczyły się losy polskiego himalaizmu kobiecego? I co by było gdyby jednak Halina nie została na zawsze 30 lipca 1982 r. na K2?
Halina. Dziś już nie ma takich kobiet to pozycja obowiązkowa dla miłośników wspinaczki i gór - gdyż jest to jedyna (znana mi, jeśli się mylę dajcie znać!) pozycja w pełni poświęcona tej himalaistce. Osoby niezainteresowane tą tematyką również powinny być zadowolone, bo chociaż niekiedy pewne kwestie są przegadane bądź upstrzone nieistotnymi informacjami, to składają się one na typowy dla autorki styl pisania. Love it or hate it - cokolwiek, bylebyście tylko poznali historię Haliny. Trzeba jednak przyznać, że autorka wykonała kawał rzetelnej i fachowej roboty przekopując archiwa, abyśmy mogli
lepiej poznać sylwetkę Krüger-Syrokomskiej. W książce znajdziemy wiele
zapisków z rozmów z rodziną, znajomymi i innymi znającymi himalaistkę
osobami (choć niektóre nie ujawniły personaliów). Sporo jest też archiwalnych zdjęć (i tutaj "ale", nie wszystkie są rzetelnie podpisane, a szkoda...) i listów, co dopełnia
całość opowieści - a to trzeba Annie Kamińskiej przyznać, książkę czyta się lekko i z zaciekawieniem (pytanie czy to zasługa stylu autorki czy głównej bohaterki?).
A jak już o stylu mowa, to napomknę również o wizualnym aspekcie książki,twarda oprawa, dosyć spora czcionka, przydatny indeks nazwisk i przypisów. Na okładkę mogła trafić bardziej przyciągająca uwagę fotografia, dla mnie jest taka zbyt "niewyraźna" - być może grafik próbował to nadrobić dodając intensywne żółte tło pod tytuł. Ja tam lubię żółty kolor, ale nie w takim zestawieniu - czy nie dało się tego inaczej rozwiązać? Za to moje serce skradły karabińczyki przy numeracji stron. Świetny drobiazg. Czyli, jest nieźle ale mogłoby być lepiej.
P.S.: Z podtytułem "Dziś już nie ma takich kobiet" się nie zgodzę. Teraźniejszość obfituje w wyjątkowe kobiety i oby było ich jak najwięcej! W tamtych czasach takich kobiecych postaci było niewiele, a już na pewno niewiele się o nich mówi i to, że autorka pokusiła się opowiedzieć o życiu Haliny Krüger-Syrokomskiej jest wspaniałe, gdyż uważam, że powinniśmy być dumni z takich jednostek. I powinno się głośno o nich mówić.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz