23 maja 2020

Przeżyć. Moja tragedia na Nanga Parbat - E. Revol

Przeżyć. Moja tragedia na Nanga Parbat to historia akcji ratunkowej Tomka Mackiewicza i Eli Revol z 2018, którą żył cały świat z pierwszej ręki. Elisabeth dzieli się z czytelnikami swoim osobistym dramatem, jakim było pozostawienie swojego wspinaczkowego partnera (który był już w dramatycznym stanie) na Nandze, by móc powalczyć o ratunek dla siebie i dla niego.
Decydując się na zdobycie w stylu alpejskim tego niezwykle wymagającego szczytu w dodatku zimą (tylko jednej ekipie wcześniej się to udało: A. Txikon, A. Sadpara i S. Moro) trzeba mieć na uwadze ogromne ryzyko i skrajne niebezpieczeństwo jakie się z tym wiąże. Duet Mackiewicz&Revol była tego świadoma, to nie była ich pierwsza, a trzecia wspólna próba wejścia na Nangę zimą. A zdobycie tego szczytu zimową porą to nie lada wyczyn! Nanga Parbat 8126 m n.p.m. była jednym z dwóch (razem z K2, 8611 m) ośmiotysięczników dotąd niezdobytych zimą. Czapkins do samego końca nie chciał wierzyć w sukces Simona Moro i jego ekipy. Z książki dowiemy się nie tylko tego ale również tego jaką wręcz obsesją darzył ten niebezpieczny szczyt, z jaką pasją opowiadał o wróżce Fairy, która go prowadzi i wspiera.
Z Przeżyć dowiemy się również co nieco o samej autorce, o tym jak od najmłodszych lat żyje w zgodzie i w bliskim kontakcie z naturą, że góry pociągały ją od zawsze a zdobywanie szczytów jest dla niej nie tylko wyzwaniem i przygodą ale również lekcją pokory. Jednak książka ta to głównie relacja z kilkuset ostatnich metrów na szczyt, walki o przetrwanie po jego zdobyciu (kwestionowanym ponieważ nie ma dokumentacji potwierdzającej to wydarzenie) oraz opis przemyśleń, emocji z podjęcia najtrudniejszej chyba z możliwych życiowych decyzji - pozostawieniu swojego partnera od liny, który dostał choroby wysokościowej i ślepoty śnieżnej samego tak aby móc zorganizować ratunek dla niego jak i dla siebie.

"Wolę iść na spotkanie z życiem, niż czekać, aż śmierć przyjdzie po mnie."
E. Revol

Książka zawiera również krótki biogram Élisabeth Revol, szkice sytuacyjne (wyznaczone trasy wejścia  na Nanga Parbat - szkoda, że nie są w kolorze...,  a także zdjęcia - niestety niewiele - ze wspólnych wypraw duetu Revol&Mackiewicza - są tam też zdjęcia ze stycznia 2018r.).


Wiadomo, że dyskusje na temat tej wyprawy nie ustaną, Eli znajdzie zarówno swoich sprzymierzeńców jak i ludzi, którzy z poziomu kanapy chętnie zhejtują jej postępowanie. Ja szanuję ją za dokonania górskie, jednak co do samej książki Przeżyć mam bardzo mieszane uczucia... Osobiście nie byłabym wstanie podzielić się ze światem tego typu historią, dla mnie to "za wcześnie". Wystarczający był list jaki Eli zaadresowała do/dla Tomka na swoim FB (klik tutaj). Krzysiek Baranowski na pytanie czy to właściwy czas na książkę o Mackiewiczu przytacza taki fragment rozmowy z Dominikiem Szczepańskim (całość dostępna tutaj):

"Do dziś nie wiem, czy to dobrze, ze taka książka powstała, bo kiedy można pisać książki o czyjejś śmierci? Jak ktoś umarł, to można to zrobić w następnym roku, dwa lata później, trzy, pięć? Nie ma takich zasad. Musimy sami sobie odpowiedzieć na pytanie, kiedy można to zrobić".

I ja się z tym zgadzam, nie każdy czuje to samo, każdy ma inne podejście, każdy żyje z innymi demonami, ma inne sposoby na przepracowanie traumy. Nie oceniam Eli za napisanie tej książki. Nie mniej jednak, mogę zwrócić uwagę na jakość tej pozycji.
Przeżyć. Moja tragedia na Nanga Parbat jest jak na mój gust za bardzo przegadana, za dużo w niej powtórzeń. Mam pewne wątpliwości co do doskonałej pamięci każdej chwili tej tragedii, bo przecież autorka przeżywała piekło, walczyła o życie w mega skrajnych warunkach... tutaj uruchamiają się pierwotne instynkty, mechaniczne działania (o których Eli również pisze). Zdaję sobie sprawę, iż himalaistka nie jest pisarką, i nie wiem na ile to jej styl czy tłumaczenie ale lekturę czyta się ciężko... raz, że jest tam potężny ładunek emocjonalny (co wcale nie jest wadą) a dwa ten styl... pierwszych kilkadziesiąt stron czytało się fatalnie, potem wpadłam już chyba w rytm (warto dodać, iż książka nie jest długa, raptem lekko ponad 200 stron). Użyto prostego języka co byłoby na plus, gdyby nie fakt, że wyszło to topornie i niezgrabnie literacko (co kto lubi).
Książka jest bardzo emocjonalna - trudno, żeby nie była skoro to zapis osobistych jakże traumatycznych przeżyć autorki, ale można byłoby ją streścić w jednym zdaniu (uwaga: spam!): Przeżyłam, zrobiłam wszystko co w mojej mocy żeby uratować Tomka ale nie powinnam go opuszczać. Myślę, że najwięcej ta lektura wniosła w życie Eli,  że była to jej swoista terapia, zwłaszcza, że czas po powrocie z Nangi również nie był dla niej łatwy. Polecam wywiad na wspinanie.pl, w którym znajdziemy odpowiedzi m.in. na pytania kiedy podjęła decyzję o napisaniu książki? Czy taka forma terapii odniosła sukces? I na ile emocje zawarte w lekturze zostały odświeżone, a na ile wykreowane na potrzeby książki?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz